Kochający rodzic ?

Jako rodzic dzisiejszy wpis poświęcę chorobom, a głównie nieodpowiedzialności rodziców. Z racji tego, że mój syn rzadko, bo rzadko, ale uczęszcza do prywatnego żłobka. Podkreślę słowo prywatnego, ponieważ fakt, że rodzice mają możliwość więcej wymagać od placówki. Pytanie czy mają prawa narażać swoje, a tym samym cudze dzieci na ciągłe choroby? Czy rodzic ma prawo do tego, aby swoje pociechy świadomie narażać na różnego rodzaju choroby? Czy ma przywilej do tego by Jego chore dziecko narażało na kolejne przypadłości inne dzieci? Na te i na wiele innych pytań chciałabym, aby rodzice odpowiedzieli sobie po przeczytaniu mojego wpisu.

Zapisując dziecko do żłobka liczyłam się z tym, że Tadek będzie chorował, myślałam wtedy, że kiedyś musi nabrać odporności. Przyznam się szczerze, że z perspektywy rodzica przestałam rozumieć innych rodziców. Już nie chodzi mi o to, że chory maluch zaraża inne dzieci, bo co w dzisiejszych czasach obchodzą nas inni? Dlaczego jednak nie myślimy o swoich dzieciach? Dlaczego narażamy je na cierpienie i fakt, że we własnym domu przy bliskich – zielony glut lepiej się znosi niż w placówce. Proszę pomyśleć, że nawet jedno dziecko na 9 osobową grupę jest ogromnym problemem. Taki maluch jak wszyscy wiemy bierze wszystko do buzi, a tym samym przekazuje bakterie na inne przedmioty, które biorą inne dzieci i Panie( o których warto również pomyśleć). Kichanie, smarkanie, ślinienie,dotykanie wpływają na rozwój i poszerzanie zarazków. Chciałabym zwrócić tu uwagę na to ,że rodzice nie chcą widzieć chorób swoich pociech. Gdy są upominani przynoszą zaświadczenie od lekarza o tym,że dziecko może uczęszczać do żłobka. Tak- czy to biegunka,zielony katar, kaszel, gorączka. Czemu nie? Przecież ważna jest praca, kariera,czas bez dziecka i My sami, nasze Ego! A gdzie są nasze maluchy? Gdzie dobro tych istot, które tak kochamy? Rozumiem sytuacje, gdzie rodzic w wyjątkach przyprowadza dziecko do żłobka z katarem/kaszlem. Raz jedyny, a nie z premedytacją i uśmiechem na twarzy.

Kochani rodzice pomyślcie o innych, nie o sobie. Pomyślcie o swoich największych skarbach- jakim są wasze dzieci. Chyba tak jest?Chyba, bo mam ogromne wątpliwości. Jeśli nie myślicie o swoich maluchach, to może dobro innych dzieci coś zmieni. Malec, który chory zostaje w domu, a wracając do żłobka po trzech dniach, z powodu chorego kolegi/koleżanki znowu ma katar i kaszel. Pomyślcie o Paniach w żłobku, które nieustannie wycierają gluty(zielone) waszym pociechom, które tulą, gdy płacząc nie mogą zasnąć przez kaszel. Które tłumaczą się innym rodzicom, “dlaczego przysłowiowy Kowalski przyprowadził chore dziecko”. Szczerze podziwiam ciocie w żłobku. Pisząc ten wpis nie mam nadziei, że coś się zmieni na lepsze, tutaj tylko tragedia może doprowadzić do zmiany. To przykre….chyba żyjemy w takich czasach w których o własnym dziecku się nie myśli…. I nie są to sytuacje przesadne, gdzie chodzi o lekki katar, ja mam na myśli ciągłość, która wiąże się z bezmyślnością. Rodzice wymagamy wiele od innych, od placówek, a czy wymagamy od siebie? Czy nie powinniśmy od siebie jako opiekunów wymagać odpowiedzialności za nasze maluchy? Za ich zdrowie? Za uśmiech zdrowego dziecka………

Pozdrawiam wszystkich rodziców, którzy tak jak ja spędzają czas ze swoimi chorymi dziećmi w domu:)