Jak dzisiejszy pęd wpływa na wychowanie dzieci?

Dzisiejsze czasy są takie, że wszędzie pędzimy- wszędzie się śpieszymy, do pracy, do szkoły, na zebranie, na zakupy, na spotkanie służbowe czy te z koleżanką na kawę. Czas upływa, żyjemy z dnia na dzień, biegniemy z pracy do domu, z domu do pracy i tak w kółko. Jak wygląda nasze życie kiedy zostajemy rodzicami? Bardzo często nie zmienia się, może odrobinę, bo jeszcze bardziej pędzimy … Pytanie czy to dobrze? Czy warto? Gdzie w tym wszystkim jest mały człowiek? Otóż ten mały człowiek w wielu przypadkach staje się coraz bardziej uzależniony od swoich opiekunów. Dlaczego? Dlatego, że rodzice nie pozwalają mu na samodzielność. Jaki jest tego powód? Taki, że wykonując daną czynność sami twierdzimy, że będzie szybciej, jest szansa, że nie spóźnimy się do pracy, na spotkanie…. Kiedy ubieramy, rozbieramy czy karmimy dzieci, które niewątpliwie mogłyby wykonać dane czynności same. Myślimy o sobie, nie o naszych dzieciach. Myślimy o tym, że ominie nas mycie podłogi po rozlanym soku, pranie dywanu po barszczu, który nie trafił do buzi, długotrwałe wybielanie ubrań. Szkoda paznokci, które dzień wcześniej zrobiła kosmetyczka, szkoda dłoni, a przede wszystkim szkoda nam czasu…. szkoda nam czasu na to, aby nauczyć nasze dzieci samodzielności. Szkoda nam czasu, aby dziecko nauczyło się podstawowych czynności, które niezbędne są do prawidłowego funkcjonowania w społeczeństwie. Nie jesteśmy w stanie nauczyć młodego pokolenia czynności samoobsługowych , a chcemy żeby było Kimś w życiu- fizykiem, prawnikiem, lekarzem….Kim jeszcze?Jak kończy się potrzeba bycia samodzielnym przez dzieci? Zwykle kończy się tak, że dorośli wyręczają swoje pociechy w każdej podstawowej czynności. Przy czym denerwują się po pewnym czasie, że ich 4 -letnie dziecko nie potrafi założyć butów, czy trafić łyżką do buzi.

Zastanówmy się jak niewiele trzeba, aby nasz maluch stał się samodzielny? Wystarczy na chwilę zatrzymać ten pęd… Jak? Wstać wcześniej, naszykować wraz z dzieckiem ubranie na kolejny dzień, zastanowić się co możemy zaproponować na śniadanie, ewentualnie nie podawać dziecku najlepszej zastawy czy obrusu podczas Jego posiłków. I co ważne zaopatrzyć się w ręczniki papierowe:) A co najważniejsze to nasze dziecko. Jego radość i satysfakcja z tego, że zjadł sam, założył skarpetki, czy sam umył buzię. Pamiętajmy, że te pierwsze próby nigdy nie będą idealne, człowiek się uczy na próbach i błędach i w tym przypadku się tego trzymajmy:) A coś dla niejadków- spróbujmy przygotować posiłek razem z dzieckiem, świetnie smakuje coś co przygotowujemy osobiście z mamą/tatą, a jeszcze lepiej jak później wspólnie to jemy:) Nie przejmujmy się bałaganem jaki zostaje po posiłkach, dywanem jaki trzeba wyprać – najważniejszy jest cel jaki osiągnęliśmy, a dywan zawsze można kupić nowy:)

Nowoczesne technologie -całym światem

Przychodzę dzisiaj z tematem nowoczesnych technologi, które niewątpliwie są ważne w dzisiejszych czasach. Ważne? Bo bez nich chyba nikt już nie funkcjonuje. Chyba, że dziecko tuż po urodzeniu, chociaż i w tym przypadku korzysta się z dźwięków suszarki pochodzącej z YouTube.

Jak ważne są telefony, komputery i tablety? Na ile potrafimy bez nich funkcjonować? Jakie korzyści płyną z posiadania tych sprzętów?

Fakt, że po to mamy dostęp do nowoczesnych technologi, aby z nich korzystać. Jednak dość częste użytkowanie nie jest dobrym kierunkiem. Czy nie macie wrażenie, że wychowujemy społeczeństwo Psiego Patrolu, Elzy, relacji z każdego miejsca i o każdej porze…..? Do czego prowadzi taki świat? Czym się kieruje? Jakie wartości są w nim ważne? Na pewno nie bycie ze sobą? Albo przebywanie, a później pustka. Pustka, bo nasze człowieczeństwo jest w tym momencie w Smartfonie. To smutne lecz prawdziwe… Dziś wiedza o otaczającym świecie, o sobie samym, o bliskich, wiedza książkowa, zwyczajne zainteresowania nie mają miejsca. Naprawdę coraz bardziej się zmuszamy do czegokolwiek, proste czynności sprawiają nam wiele wysiłku. To co kiedyś wspaniałe, a zarazem zwyczajne teraz po prostu nie istnieje np. dzieci bawiące się beztrosko na podwórku pół dnia. Teraz większość z nich ten czas spędza przed TV. Pytanie dlaczego? Czy nie uważacie, że dużą zasługą jest nasza wygodą? Nasza mam tu na myśli nas dorosłych. Przecież łatwiej jest dziecku włączyć bajkę i mieć czas na swoje sprawy.. Tylko czy to przyniesie owoce? Wiedzę na temat bajek i animowanego świata tak, ale co więcej? Nic…. Jak chcemy takie społeczeństwo przygotować do samodzielnego dorosłego życia? I ktoś tu pewnie pomyśli przecież ma czas, jeszcze się nauczy. Jasne, ale czemu tej wiedzy nie dawkować? Dlaczego teraz pięcioletnie dzieci traktujemy jak małe bobaski, które wozimy w wózkach, bo przecież ciężko się chodzi, nóżki bolą… Czemu karmimy nasze pociechy, jak już dawno powinny jeść same, dlaczego je ubieramy? Dlaczego pozbawiamy nasze dzieci umiejętności czynności samoobsługowych? Kochając staramy się dać swoim pociechom wszystko to co chcą żeby były szczęśliwe, żeby zobaczyć uśmiech na ich twarzy. Robimy też wszystko żeby nie płakały, nie były smutne. Nie odmawiamy im, zgadzamy się na wszystko. Nie znamy słowa konsekwencja…. Nie zastanawialiście się, że ograniczając telefon, telewizor, stawiając granice swoim dzieciom sprawimy, że będą one szczęśliwsze? Dostarczając ruch na wspólnych spacerach, wycieczkach rowerowych, wypadach do zoo, parku rozrywki, albo po prostu wspólnym spędzaniu czasu czytając książki bądź rysując…. Dajmy swoim dzieciom siebie, a nie kolorowe naładowane pudełko, które maskuje dzieciom- przyszłym dorosłym rzeczywistość. Poobserwujcie swoje szkraby, spędzając z nimi czas zauważycie jak wiele potrafią, dowiecie się co lubią, może nie tylko kolorowe postacie z bajek, ale układanie puzzli, wycinanie czy rysowanie palcami. Pokażmy małemu człowiekowi inny świat, taki jaki my znaliśmy- taki beztroski… dajmy dzieciom być szczęśliwymi, pełnymi wyobraźni istotami.

W tym wpisie nie mam na myśli rodziców, którzy raz na jakiś czas włączą dziecku bajkę, bo kiedyś też były wieczorynki:) Jakie sama miło wspominam….:)

Miłego wspólnego dnia!

Coś do spania dla malucha:)

Wpis będzie skierowany niewątpliwie do przyszłych rodziców, a także tych, którzy nadal poszukują odpowiedniego “przykrycia” do spania dla swojego malucha.

Będąc w ciąży długi czas zastanawiałam się co wybrać do otulenia dziecka? Jakiego wyboru dokonać? Istotna jest jakość- wiadomo, ale na rynku jest tak dużo kołder, otulaczy, śpiworków, kocyków itp. Jak rozwiązałam ten problem ? Otóż postawiłam na test:)

Na początku kupiłam kocyk z firmy SmallDesing – kolor szary, materiał raczej sweterkowy, bardzo gustowny i miły w dotyku:) Wybrałam też kołderkę typu minky z płaską poduszką, która okazała się doskonałym wyborem:) Co do kocyka, ciężki temat, jak wcześniej wspomniałam był bardzo gustowny, pewnie dlatego ktoś go pożyczył:)

Gdy Tadek miał pół roku postanowiłam przetestować firmę La millou , przyznam się szczerze, że jestem zaskoczona jakością kołderek, wykonaniem, a także tym jak mój syn pokochał ich produkty. Do tego stopnia, że na wakacje za granicą musieliśmy zabrać grubą kołdrę właśnie z La millou;) W zasadzie wszędzie z nią jeździmy. Dlatego też, tych produktów mamy kilka i pewnie będziemy powiększać kolekcję. Czas na śpiworki, hmm tu powiem szczerze, że nie byłam przekonana co do ich zakupu. Tadek nie lubił od małego być otulany . Dlatego gdy dostaliśmy pierwszy śpiworek niestety bardzo szybko został przekazany do innego właściciela. Po prostu nie był dobrym wyborem. Aktualnie Tadeusz ma 20 miesięcy i właśnie teraz akceptuje śpiworki. Pamiętajcie, że dla Was rodziców też muszą się sprawdzać. Gdy dzieci tak jak mój maluch budzą się w nocy na picie/jedzenie ciężko jest z przebieraniem. Chociaż dla chcącego nic trudnego:) Ogromny plus śpiworków to fakt, że nie musimy co chwila wstawać i przykrywać maleństwa. Jest to ogromne utrudnienie, gdy malec ma swój pokój.

Na koniec kilka słów o pieluszkach bambusowych, pomyślałam o nich z racji wyjazdów zagranicznych, wakacji itp. Pod naszą kołdrą z La millou w lato bywa ciężko, dlatego liczę na to, że przekonam małego człowieka do pieluch bambusowych. Postawiłam na firmę Printmaniac.

Kochający rodzic ?

Jako rodzic dzisiejszy wpis poświęcę chorobom, a głównie nieodpowiedzialności rodziców. Z racji tego, że mój syn rzadko, bo rzadko, ale uczęszcza do prywatnego żłobka. Podkreślę słowo prywatnego, ponieważ fakt, że rodzice mają możliwość więcej wymagać od placówki. Pytanie czy mają prawa narażać swoje, a tym samym cudze dzieci na ciągłe choroby? Czy rodzic ma prawo do tego, aby swoje pociechy świadomie narażać na różnego rodzaju choroby? Czy ma przywilej do tego by Jego chore dziecko narażało na kolejne przypadłości inne dzieci? Na te i na wiele innych pytań chciałabym, aby rodzice odpowiedzieli sobie po przeczytaniu mojego wpisu.

Zapisując dziecko do żłobka liczyłam się z tym, że Tadek będzie chorował, myślałam wtedy, że kiedyś musi nabrać odporności. Przyznam się szczerze, że z perspektywy rodzica przestałam rozumieć innych rodziców. Już nie chodzi mi o to, że chory maluch zaraża inne dzieci, bo co w dzisiejszych czasach obchodzą nas inni? Dlaczego jednak nie myślimy o swoich dzieciach? Dlaczego narażamy je na cierpienie i fakt, że we własnym domu przy bliskich – zielony glut lepiej się znosi niż w placówce. Proszę pomyśleć, że nawet jedno dziecko na 9 osobową grupę jest ogromnym problemem. Taki maluch jak wszyscy wiemy bierze wszystko do buzi, a tym samym przekazuje bakterie na inne przedmioty, które biorą inne dzieci i Panie( o których warto również pomyśleć). Kichanie, smarkanie, ślinienie,dotykanie wpływają na rozwój i poszerzanie zarazków. Chciałabym zwrócić tu uwagę na to ,że rodzice nie chcą widzieć chorób swoich pociech. Gdy są upominani przynoszą zaświadczenie od lekarza o tym,że dziecko może uczęszczać do żłobka. Tak- czy to biegunka,zielony katar, kaszel, gorączka. Czemu nie? Przecież ważna jest praca, kariera,czas bez dziecka i My sami, nasze Ego! A gdzie są nasze maluchy? Gdzie dobro tych istot, które tak kochamy? Rozumiem sytuacje, gdzie rodzic w wyjątkach przyprowadza dziecko do żłobka z katarem/kaszlem. Raz jedyny, a nie z premedytacją i uśmiechem na twarzy.

Kochani rodzice pomyślcie o innych, nie o sobie. Pomyślcie o swoich największych skarbach- jakim są wasze dzieci. Chyba tak jest?Chyba, bo mam ogromne wątpliwości. Jeśli nie myślicie o swoich maluchach, to może dobro innych dzieci coś zmieni. Malec, który chory zostaje w domu, a wracając do żłobka po trzech dniach, z powodu chorego kolegi/koleżanki znowu ma katar i kaszel. Pomyślcie o Paniach w żłobku, które nieustannie wycierają gluty(zielone) waszym pociechom, które tulą, gdy płacząc nie mogą zasnąć przez kaszel. Które tłumaczą się innym rodzicom, “dlaczego przysłowiowy Kowalski przyprowadził chore dziecko”. Szczerze podziwiam ciocie w żłobku. Pisząc ten wpis nie mam nadziei, że coś się zmieni na lepsze, tutaj tylko tragedia może doprowadzić do zmiany. To przykre….chyba żyjemy w takich czasach w których o własnym dziecku się nie myśli…. I nie są to sytuacje przesadne, gdzie chodzi o lekki katar, ja mam na myśli ciągłość, która wiąże się z bezmyślnością. Rodzice wymagamy wiele od innych, od placówek, a czy wymagamy od siebie? Czy nie powinniśmy od siebie jako opiekunów wymagać odpowiedzialności za nasze maluchy? Za ich zdrowie? Za uśmiech zdrowego dziecka………

Pozdrawiam wszystkich rodziców, którzy tak jak ja spędzają czas ze swoimi chorymi dziećmi w domu:)

Trochę wody…

Bez wody nie da się funkcjonować, brak wody to również brak wspaniałej zabawy. Dziś zaproponuję Wam trzy rewelacyjne “przedmioty” do świetnej zabawy.

Wodna kolorowanka – magia tej kolorowanki polega na tym, że wlewając wodę do mazaka możemy malować różne postacie itp. Wszystko zależy od szablonów jakie znajdują się w kolorowance. Gdy woda wyschnie, możemy malować ponownie 🙂 Kolejnym atutem kolorowanki wodnej jest to, że jest ona wielokrotnego użytku. Świetne ćwiczenia na rozwój motoryki małej, koordynacji wzrokowo-ruchowej, rozwijania umiejętności trzymania narzędzi piśmienniczych:) Doskonała zabaw za równo dla dzieci jak i dorosłych:) Na rynku są dostępne różne rozmiary kolorowanek oraz tematy w jakich występują. Dzięki czemu jest to doskonała zabawa dla dzieci półtorarocznych jak i przedszkolaków.

Mata wodna- zabawka przeznaczona dla niemowląt oraz dzieci do lat trzech. Na czym polega wyjątkowość tego przedmiotu? Głównie na tym, że napełniając mate wodą dajemy dziecku możliwość poszukiwania elementów, które poruszają się dzięki wodzie i ruchom dziecka. Mata ma niewielkie rozmiary, dzięki czemu zmieści się nawet w damskiej torebce. Pomaga w rozwoju motoryki oraz wzmacnianiu mięśni całego ciała.

Wodna mata dla starszych dzieci- poszukując ciekawych pomocy edukacyjnych natchnęłam się na matę dla starszych dzieci. Doskonały pomysł na prezent dla dzieci, które uwielbiają rysować oraz kolorować. Matę rozkładamy na podłodze bądź stole i kolorujemy mazakiem, który wcześniej napełniamy woda. Pola najczęściej są różnych kolorów, co również uatrakcyjnia zabawę. Po wyschnięciu możemy ponownie rysować. Zaletą tej zabawy jest fakt, że pola nie posiadają szablonów, dlatego dziecko może rysować to na co ma ochotę. Po skończeniu zabawy matę można zwinąć i schować w przeznaczone miejsce;)

Miłej zabawy;)

Relacja Dziecko-Pies

Jak to jest wychowywać dziecko i posiadać psa? Jak dbać o tą relację? Co robić by pies nie był zazdrosny o dziecko?

dav

Dziś opowiem Wam jak to jest żyć pod jednym dachem z bardzo aktywnym czworonogiem i przewspaniałym Tadeuszem:) Może od początku, Rocky jest z nami od momentu mojej przeprowadzki do Katowic. Kupiliśmy go za przysłowiowe 20 zł, był małą, czarną kulką, która nie potrafiła jeszcze dobrze gryźć. Wniósł do naszego domu dużo radości, chociaż nie ukrywam, że były ciężkie momenty np. niszczenie elementów w nowo-wyremontowanym mieszkaniu (drzwi, listwy itp.). Rocky już od pierwszych dni z nami przejawiał dużą aktywność(tak też jest do tej pory). To pies bardzo żywy, głośny, towarzyski, uwielbia się bawić, co chwila przynosi nowe zabawki. Nasz pupil uwielbia również jeździć autem, zabieramy go ze sobą wszędzie oczywiście tylko na terenie Polski:) Po prawie 2 latach życia Rockiego pojawił się na świecie Tadeusz. Jak wyglądało ich pierwsze spotkanie? Otóż bardzo dobrze, mimo naszych obaw Rocky bardzo się ucieszył na widok Tadka, był bardzo ciekawy nowego członka rodziny. Zmienił się, ucichł w domu, mniej szalał:) Za to na spacerach korzystał w 100% co było zrozumiałe. Tadzio bardzo szybko reagował na psa, uśmiechał się, piszczał na Jego widok. Z czasem, gdy nauczył się siadać, pełzać dążył do zabawy ze swoim pupilem. Rocky bardzo pilnował, aby Tadkowi nic się nie stało, warczał gdy dziecko płakało w obecności obcych osób np. podczas sesji noworodkowej. Razem spędzają czas podczas zabawy, pies pilnuje małego gdy ten je, podczas snu. Ogromne plusy widać własnie podczas samodzielnego jedzenia Tadeusza 🙂 wszystkie okruszki zostają w sekundę sprzątnięte;) Dziecko, które wychowuje się z psem raczej nie boi się innych zwierząt choć w niektórych przypadkach może to być minus.Jest raczej otwarte i cechuje się dużą empatią. Posiadanie psa wpływa też na nasze zdrowie, a także poczucie wartości;) Także same plusy. Powiem szczerze, że największy minus to wspólne spacery(dziecko i pies zawsze wracają brudni) oraz pies to często problem z sierścią w mieszkaniu także odwieczne odkurzanie, mycie podłóg:) Dzięki temu, że mamy psa, który dewastował nam mieszkanie wiem, że są domowe kojce – serdecznie polecamy, korzystamy z niego już ponad 3 lata, tylko wtedy gdy wychodzimy z domu. Od momentu pojawienia się na świecie Tadka , Rockiemu staramy się poświęcać uwagę, bawić się z nim chociaż na spacerach, głaskać, przytulać- po prostu kochać. Dziecko i pies to super duet. Pamiętajmy jednak, że pies to nasz przyjaciel, ale również zwierze …